Witam, cześć i czołem. Przepraszam za to, że nie śledziłam na bieżąco Waszych nowych postów, ale po prostu, dużo się ostatnio wydarzyło. dużo za dużo.
W końcu zrozumiałam tego chłopaka, który się do mnie przyczepił miesiąc temu. Widział mnie przez dwa dni, a potem: szukał po znajomych mój numer telefonu, na mój żart "umieram" stwierdził, że umiera jego żona (LOL?), dzwonił do mnie siedem razy dziennie, na Facebooku polubił wszystkie zdjęcia itd. Napisał, że spodobałam się mu, co mi bardzo pochlebiło. Ale, kurczę, gościu mieszka za daleko, żeby z tego mogło się rozwinąć prawdziwe uczucie.
A teraz ja jestem w jego położeniu. Już wiem, jak można zapałać do kogoś uczuciem w dwa dni. Byłam dwa dni w Krośnie. Był tam taki przystojniak, który okazał się być znajomym mojej przyjaciółki. Gdy skończyła z nim rozmawiać (ja stałam obok, bo z nią się "szwędałam") szeptem do mnie powiedziała: "Ale ładny, no nie?". I potem tak jakoś o nim rozmawiałyśmy i, kurczę no, chyba się trochę z tym moim sercem nie dogadałam. Koleżka mieszka niedaleko, tylko 40 km. Tam gdzie On mieszka, przeniósł się mój wujek, więc, może coś z tego wyjdzie, huehue. Wujka zamierzam odwiedzić 13 kwietnia. Będzie jakieś ognisko (albo kulig, jeśli wiosna jeszcze do Polski nie zawita) i On z rodziną też będzie. Tak trochę dziwnie się czuję. Chłopak naprawdę mi się spodobał, jednakże mam inne plany, co do mojego Elkany (Elkana był mężem Anny i ojcem Samuela /patrz Biblia). Mimo to, mam nadzieję, że będę miała kolejnych znajomych, do których będę chciała często przyjeżdżać.